NaturalnaMedycyna

Przekwitanie

W okresie przekwitania rozpoczyna się wiele dolegliwości i przewlekłych chorób, które często nie chcą nas już opuścić. Czy tak być musi? Czy jesień naszego życia musi być słotna i deszczowa, zamiast pogodna i złota?

U przeciętnej Polki przekwitanie rozpoczyna się około 50 roku życia, ale większość kobiet, dużo wcześniej z lękiem myśli o tym okresie. Z lękiem, ponieważ już w początkowym okresie przekwitania, przed pojawieniem się menopauzy, organizm kobiety targany jest gwałtownymi burzami hormonalnymi, na co reaguje równie gwałtownie i boleśnie. Reakcja ta ma wymiar nie tylko cielesny, ale również, a nawet przede wszystkim, psychiczny. Pojawiają się depresje, uczucie zmęczenia, kłopoty z koncentracją, pozornie obniża się nasza sprawność intelektualna. Stopniowo dołączają się inne dolegliwości, jak bóle i zawroty głowy, spada przemiana materii i zaczynamy przybierać na wadze. Wiotczeje skóra i odbicie w lustrze staje się coraz mniej satysfakcjonujące. Właśnie w okresie przekwitania rozpoczyna się wiele przewlekłych chorób, które często towarzyszą nam później, nieprzerwanie, do śmierci. Otwiera się więc pytanie, czy tak być musi? Czy jesień naszego życia musi być słotna i deszczowa, zamiast pogodna i złota? Oczywiście nie musi, pod warunkiem, że będziemy przez nią kroczyć mądrze i bez lęku.


W początkowej fazie przekwitania obserwujemy postępujące starzenie się jajników, zanik ciałka żółtego, czemu towarzyszą cykle bezowulacyjne. Stopniowo, coraz bardziej wyraźnie obniża się stężenie estrogenów, czyli hormonów produkowanych przez jajniki. Wyrazem tego są między innymi depresje i bóle głowy. Okresy między krwawieniami miesięcznymi zaczynają się wydłużać. Kiedy przerwy w krwawieniach miesięcznych wynoszą co najmniej 6 miesięcy, mówimy o menopauzie. Wraz z nastaniem menopauzy narastają typowe jej objawy, wśród nich jedne z bardziej dokuczliwych, tzw. uderzenia. Są to pojawiające się nagle fale przekrwienia, którym towarzyszy uczucie gorąca i wzmożona potliwość. To właśnie one są najczęstszą przyczyną sięgania po terapię hormonozastępczą.


Hormony, stosowane doustnie lub w postaci plastrów nalepianych na skórę, skutecznie i szybko łagodzą te dokuczliwe objawy, same jednak niosą ze sobą wiele niekorzystnych działań ubocznych. Najbardziej niebezpiecznym z nich jest zagrożenie rozwojem nowotworu piersi. Wreszcie istnieje wiele przeciwwskazań do hormonoterapii, chociażby skłonność do zakrzepicy, żylaki, nadciśnienie tętnicze, choroby wątroby, miażdżyca. Otwiera się więc pytanie, czy w arsenale naturalnej medycyny istnieje leczenie alternatywne?

Zamiast hormonów

Naturalna medycyna, zgodnie ze swoimi holistycznymi założeniami, nie pozostaje bezradna wobec problemów około i menopauzalnych. Są one, bowiem, typowymi schorzeniami „ciała i duszy” i jako takie, dobrze reagują na leki naturalne. Szczególnie skuteczna okazuje się tutaj homeopatia. Ze swej praktyki wiem, jak szybko łagodzi ona większość dokuczliwych dolegliwości menopauzalnych, co znajduje swoje potwierdzenie w wielu udokumentowanych obserwacjach klinicznych. Bardzo ważne jest również, że leki homeopatyczne są całkowicie bezpieczne, ponieważ nie kolidują z innymi zażywanymi lekami i nie powodują jakichkolwiek niekorzystnych efektów ubocznych. Może je stosować naprawdę każda kobieta, do czego wszystkie, cierpiące z powodu dolegliwości menopauzalnych panie, gorąco zachęcam.

Fitoestrogeny, czyli hormony roślinne.

Fitoestrogeny są to związki roślinne, podobne w swej strukturze do żeńskich estrogenów. Podane doustnie, potrafią one naśladować ich działanie. Czyżbyśmy mieli więc naturalną alternatywę dla zastępczej hormonoterapii gestagenowo-estrogenowej? W Europie, już od około 40 lat, ponad 1,5 miliona kobiet stosowało standaryzowane wyciągi z północnoamerykańskiej rośliny o nazwie pluskwica groniasta (Cimicifuga racemosa). Obserwacje kliniczne wykazały zadziwiająco wysoką skuteczność tego leczenia . W przeszło połowie przypadków, preparaty zawierające wyciągi z cimicifugi pozwoliły z powodzeniem zastąpić hormonoterapię zastępczą. W dodatku nie wykazują one niepożądanych działań ubocznych i nie prowokują, a wręcz zapobiegają rozwojowi raka piersi. Inną rośliną bogatą w fitoestrogeny jest soja. Jej dobroczynne działanie potwierdzają badania epidemiologiczne. Wynika z nich, że zaledwie 30% populacji Azjatek cierpi z powodu dolegliwości menopauzalnych, podczas, gdy w Europie liczba ta sięga 85%. Tajemnica tkwi właśnie w ilości spożywanej soi. Przeciętna dawka fitoestrogenów zawartych w soi i zjadanych przez mieszkanki Japonii i Chin to 20 – 80 mg dziennie, podczas gdy statystyczna Europejka spożywa ich w swojej codziennej diecie zaledwie 1 – 3 mg. Niestety przyzwyczajenie jest podobno drugą naturą człowieka, a upodobania żywieniowe zmieniają się szczególnie opornie. W naszym klimacie soja należy do egzotycznych groszków i nie znalazła jeszcze powszechnej akceptacji, a szkoda.


Jak widać, naturalna medycyna nie jest bezbronna wobec dolegliwości menopauzalnych. Nie zapominajmy jednak o diecie, bogatej w warzywa i owoce, która stanowi ważne uzupełnienie każdego naturalnego leczenia.

Zapamiętaj!

  • Hormonoterapia zastępcza ma wiele ograniczeń. Najważniejsze z nich to skłonność do zakrzepicy, żylaki, nadciśnienie tętnicze, choroby wątroby i miażdżyca.

  • Hormonoterapia zastępcza niesie ze sobą zagrożenie rozwojem raka piersi

 

dr Bożena Ryczkowska 

fot: sxc.hu

 

Czytelnia: